Jeden taki dzień

Zdarzają się takie szczególne dni, niezbyt często,  przeważnie wówczas kiedy najmniej się tego  spodziewamy. Właściwie gdy nic na to  nie wskazuje, że może wydarzyć się coś niezwykłego, pojawiają  się ” Te”  24 godziny. Zupełnie nieoczekiwanie,  niczym odziani w szkarłat Hiszpanie.

Zazwyczaj zaczyna się niewinnie, jako zbiór porannej krzątaniny, poprzedzonej jak zwykle zbyt wczesnym sygnałem budzika. Później przydarza się coś niezwykłego, na przykład spóźniony autobus. Nie żeby fakt jego spóźnienia był czymś niezwykłym, jednak skoro pospaliście o kwadrans za długo, z pewnością dziś stawił się na przystanku przed czasem.

Tymczasem zaczyna działać magia.  Autobus podjeżdża dokładnie gdy pojawiacie się na przystanku. Otwierają się przed wami automatyczne drzwi, drzwi  do krainy czarów. Pospieszne notatki, które wydawały się dotychczas być spisane po chińsku nabierają sensu. Jakiś typ, którego być może nawet nie chciałoby się wam normalnie oglądać, pokaże ludzką twarz. Odtwarzacz sam wie, którą piosenkę puścić.

Nawet czasu płynie wolniej i pierwszy raz od dawna pojawiacie się na umówioną godzinę.   Tego dnia chwile ze znajomymi są bardziej beztroskie, a kanapka z fast foodu smakuje jakoś sympatyczniej. Deszcz nie jest uciążliwy i nawet  na poczcie nie ma kolejki. Istna arkadia, której już nigdy nie chcielibyście opuszczać.   Nadchodzi wieczór a z nią myśl:

„taki dzień warto zapamiętać, bo nie wiadomo kiedy się znów zdarzy”

I oczywiście, o ironio,  takie dni zapominamy najszybciej.