Codziennik Kulturalny #25

Dziś chciałbym wam przedstawić ciekawą historie jednej piosenki i tego jak kultura potrafi wskrzesić nawet te najbardziej ośmieszone jej kawałki. Nie, nie będzie o Rick Rollu.

Najlepszym punktem by zacząć nasza historię jest rok 1999, gdy David Hasselhoff wydał płytę Hooked on a Feeling i na jej potrzeby nagrał cover piosenki pod tym samym tytułem. Nie było by to warte odnotowania w historii wydarzenie, gdyby nie charakterystyczny, rozpoznawalny klip.

David królował w internecie w czasach gdy o Rick Rollu nikt nie słyszał, a jego wersję Hooked on a Feeling śmiało można uznać za najbardziej rozpoznawalną. Rzecz w tym, ze mówimy o coverze, oryginalny kawałek jest bowiem dużo starszy i pochodzi z roku 1968 i brzmiał tak:

Była to zwyczajna piosenka popowa bez charakterystycznego stylizowanego na plemienny chórku. Nie, nie był on zasługą pana Hasselhoffa. Chórek bowiem trafił do piosenki w roku 1971 za sprawą Jonathana Kinga i jego wersji:

No tak, ale mamy 1 sierpnia 2014 roku i do kin trafia film Guardians of the Galaxy, w którym piosenka ta została motywem przewodnim. Rzecz w tym, ze wersja filmowa nie jest którąkolwiek z powyższych. Nie jest też coverem nagranym na potrzeby filmu.

 

Aranżacja ta pochodzi z roku 1974 i jest autorstwa szwedzkiej kapeli Blue Swede, która zasłynęła głównie z coverów. Strażnicy Galaktyki nie są też debiutem filmowym tej piosenki, wcześniej pojawiła się we Wściekłych Psach Tarantino. Dopiero jednak trailer filmu Marvela wywindował sprzedaż na iTunes i ilość odsłuchań w kosmos.

Nie jest to być może najbardziej spektakularna kariera utworu w historii muzyki rozrywkowej, jednak premiera Strażników Galaktyki to dobra okazja by przestała się kojarzyć z tandetnym klipem i gadającymi szopami.

Zobacz archiwum Codziennika